• Wpisów: 2367
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:24
  • Licznik odwiedzin: 406 818 / 3635 dni
 
yayko
 
Yayko: Czytając mietowy.dzem przypomniałam sobie mój pobyt w szpitalu.
Dawno to już było, prawie 2 lata temu, ale dopiero teraz czuję, że mogę o tym napisać.
Rozmawiałam niedawno na placu zabaw z mamą dwójki i powiedziała mi, że gdyby miała jeszcze raz urodzić, to znów wybrałaby prywatną opiekę. I czuję, że to był mój błąd wybierając zwykły szpital...
Dopóki byłam na patologii (ciąża przenoszona), było w miarę ok. Pomijając fakt, że wcale nie powinno mnie tam być, bo miałam wskazania do cc już od dawna, po prostu gin nie stanął na wyskokości zadania...
Jednak gdy trafiłam na salę poporodową, to był koszmar. Nie miałam pojęcia o niczym. Wszystkie lekcje ze szkoły rodzenia uleciały, gdy zderzyłam się z rzeczywostością. Nie wiedziałam, jak przewinąć Małą (wydawała się tak krucha, że się zwyczajnie bałam, że jej coś zrobię). Nie miałam pojęcia jak przystawić ją do piersi (wiedziały to wszystkie położne, ale żadna nie miała czasu się ze mną tą wiedzą podzielić i wychodziło na to, że gdy przychodziły, to było ok, a jak tylko się przesunęłam/ poprawiłam, musiałam je znowu wzywać, żeby córkę przystawiły. To było okropne uczucie, bo czułam, że powinnam to była wiedzieć z automatu). Wszystko było nowe, a ja byłam na antybiotyku, bo przez całą ciążę gin wmawiał mi, że moje zawalone zatoki to nic takiego, czułam się słaba i zagubiona. Ostatecznie przy wypisie dostałam ogromną listę, co robić po powrocie do domu (heparyna, antybiotyk, pielęgnacja kikuta pępowinowego itd.) i cała zielona pojechałam. Jak się później okazało bez recepty na rzeczony antybiotyk...
Mama z placu zabaw oświeciła mnie, że tak nie musi być. Że położne potrafią oswoić nową mamę z tą nagłą zmianą, poinstruują ten jeden raz jak przewinąć. Doradczyni laktacyjna wyjaśni, że wystarczy znać technikę i wszystko będzie dobrze.
Nikt nie powie: "takie są uroki macierzyństwa" i sobie pójdzie.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @Makidu: 2 tyg w szpitalu... Ja po tygodniu marzyłam o "wolności" :D Pewnie po wyjściu się nie mogłaś nacieszyć widokiem "świata zza murów" :D
    Dokładnie, zwykła uprzejmość wobec pacjenta dużo daje.
     
  •  
     
    @Makidu: jeżu... tablet i jego lepsze wiedzenie jakiej plci jestem xD
    W każdym razie w sumie chyba blisko 2tyg byłam, z czego 2 dni oiom.
    A z porodowymi historiami co slysze/czytam od znajomych to często książki można pisać. Ogólnie to cholernie przykre, ze to co nam się należy jak za przeproszeniem psu kość, ciągle jest tak problematyczne... juz nie mówię o super luksusach itp, ot o zwykłym ludzkim podejsciu na każdej płaszczyźnie
     
  •  
     
    @Yayko: na szczęście to nie tak, ze ciągle byłem w szpitalu. po pierwszym pobycie musiały mi sie stany zapalne podgoic by mogła byc operacja, ale jak to bywa, złośliwości chodza po ludziach wiec tak jak pierwszy miesiąc po pierwszym wyjsciu czułam się dobrze, tak krótko przed wyznaczaniem terminu op znów bylo gorzej
     
  •  
     
    @Makidu: Masz rację, dużo zależy. Ja byłam w szpitalu objętym akcją "rodzić po ludzku", ale nie czułam się tak, jak w haśle akcji. Wiem, że gdyby nie to, miałabym dużo gorzej, ale mimo wszystko nfz to nfz. Na palcach jednej ręki mogę policzyć dobrze nastawionych tam do mnie ludzi...
    Dobrze, że trafiłaś na uczynnego lekarza i pielęgniarki. Kurczę, nie wiedziałam, że tak długo się ciągnęła Twoja przygoda ze szpitalami... Cieszę się, że już jest lepiej!
     
  •  
     
    Prywatny szpital to jedno, ale z drugiej str to tez dużo zalezy od samej pielęgniarki/lekarza.
    Po mojej operacji jedna z pielęgniarek była tak nie mila, że wdlg niej juz godz po powrocie do mego pokoju powinna śmigać (byłam tez drenezowana A to dodatkowe utrudnienie), jak dzwoniłam po pomoc by isc do kibla to strasznie jej to przeszkadzało. Ona i kobieta co później wylądowała u mnie w pokoju wręcz się ze mnie śmiały jak poprosiłam o rozmowę z fizjoterapeutką wzgl prawidłowego wstawiania z łóżka w domu,która nie jest mechaniczne tak jak w szpitalu.
    Na szczęście główny lekarz i inne pielegniarki na które trafiłam te parę razy przez te w sumie 2 miesiące, co co jakis czas lądowalam w szpitalu były mega pozytywne i pomocne